piątek, 20 lipca 2018

Marzenia

Witajcie
Marzyłam już od kilku lat o takich indiańskich kolczykach, nie tak dawno wygrałam konkurs na fanpage sklepu Koraliki.pl i za bon sprawiłam sobie nieco różnych koralików. Metaliczne nie należą do najtańszych, a do tego to Miyuki. Pewnie bym odkładała nadal ich zakup, bo ostatnio dość mocno muszę ciąć koszty, ale w takiej sytuacji bez namysłu wrzuciłam je do koszyka.

Kolczyki przygotowałam wraz z tutorialem i oczywiście zapraszam Was do wspólnego koralikowania na blogu DIY czyli zrób to sam



A to gwiazdka którą stworzyłam doszywając najróżniejsze koraliki, fajnie wyszła i to dzięki niej wygrałam bon.


Kilkudniowy pobyt na oddziale hematologiczno onkologicznym w szpitalu dziecięcym wyciska mi łzy z oczu. Spotkanie ze śmiertelnie chorymi dziećmi na wcześniejszych pobytach dziennych też mną mocno wstrząsnęło, ale poznanie mam, które są na zamkniętym oddziale, które opiekują się swoimi dziećmi sprawia, że serce pęka, ściska w mostku i łzy same płyną. Podziwiam te dzielne dzieciaki, które przechodzą chemioterapię, naświetlania i mimo wszystko potrafią się jeszcze uśmiechnąć, zażartować i pogadać o wszystkim i niczym. Podziwiam też mamy bo są cudowne, pomocne, miłe i otwarte. Masz odczucie jakbyś zmienił wymiar życia, nagle jak z marketu gdzie przed świętami wszyscy pchają się do kasy i czasem coś kąśliwego powiedzą, przeniósł się w świat gdzie to jest nieważne, takie błahe. Jedna cecha tych mam przykuwa moją uwagę, ich oczy, które są pełne troski i obawy, widać, że wylały litry łez, jest w nich takie dobro i ciepło. Są silne i takiej siły nie spotkałam jeszcze nigdy. I wszystkie mówią zgodnie jeśli byś musiała to też byś znalazła tę siłę. Podziwiam i zawsze będę ciepło myśleć o tych dzieciach i ich mamach, które tam poznałam.
Wstępne wyniki mojego syna są dobre, choć nastraszyli mnie tam mocno, bo nie oczekiwanie telefon z kliniki i lekarka mówi, że nie pobyt dzienny jak planowano tylko biopsja szpiku, bo trzeba przyspieszyć diagnostykę. Najpierw mówią, że być może szpik jest leniwy i nie produkuje przeciwciał, później że może się psuć, wszystkie myśli przychodzą do głowy. Na ten moment jest dobrze, choć nie rewelacyjnie i będziemy z Pawłem jeszcze często jeździć tam na badania. Bardzo bym chciała, aby to wszystko samo się ustabilizowało, takie mam marzenia.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko :-)


poniedziałek, 9 lipca 2018

Na okrągło

Witajcie
Nim się obejrzałam, a tu kawał lipca zleciał. Niestety wczoraj odezwał się mój kręgosłup i mam pewien problem z zakresem ruchów ;-), a miał być mały remont w domu.

Zrobiłam takie oto frywolitkowe rybki, pomysł od Carollyn Brown, jednakże moje zrobione są na metalowych kółeczkach, kupiłam je w Art Fan. Obrabianie elementu była to kwietniowa lekcja frywolitki u Reni i Justynki, której nie odrobiłam bo nie miałam kółeczek. Tym samym zapraszam Was do lipcowego wyzwania w Szufladzie, gdzie robimy "na okrągło" ;-)



W Szufladzie trwa także konkurs z kotwicą, zachęcam Was do zabawy z nami.


A to torcik, całkiem spory. Zrobiłam go w minioną sobotę.




Cieplutko pozdrawiam wszystkich :-)

środa, 27 czerwca 2018

Kolorowa zakładka

Witajcie
Bardzo podoba mi się ten frywolitkowy wzór na zakładki. Chciałam, aby była w soczystych kolorach lata.


Kordonek to DMC babylo o grubości 20. Właściwie to czeka, aby z niego zrobić lariat, ale chyba jeszcze poczeka troszeczkę ;-).


Bardzo przyjemnie robi się ten wzór, jest to moja druga zakładka nim robiona i coś mi się wydaje, że nie ostatnia. Zaczęłam w minioną sobotę, oczywiście dłubię zawsze takie rzeczy w oczekiwaniu, aż się coś upiecze, ostatnio dużo chleba i mięs piekę więc często czekam :-))).



Zrobiłam też taki ozdobny sznureczek, zakończony małym chwostem. Czy taki sznureczek ma jakąś nazwę?!



Zakładkę posyłam do wyzwania na blogu Art-piaskownicy "Supełki"

 

Serdecznie pozdrawiam :-)

wtorek, 26 czerwca 2018

Rybka

Witajcie
Wiele rzeczy mogę sobie odpuścić, ale nie nauczenie się frywolitki. Nawet coś małego, maleńkiego, ale supłać tak dla siebie, dla nauki, treningu. 


O ile przekładanie czółenka nad nitką, pod nitką, w prawo i w lewo, take trudne nie jest i pewnie jeśli ktoś by się uparł to dałby radę się nauczyć, to już technicznie poprawna frywolitka niesie ze sobą kilka ciekawych zagadnień. Właśnie tego nie mogę sobie odpuścić, mam poczucie, że muszę się nauczyć. Z powodów różnych, o których pisałam wcześniej nie odrobiłam wcześniejszych zadań domowych od Reni i Justynki. A rzecz ważna czyli łuczki podzielone trzeba umieć. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje i pewnie bym się gdzieś na frywolitkowej drodze wyłożyła gdybym tematu nie zgłębiła. Obrabianie elementu też już przygotowałam, ale pokażę na początku miesiąca, bo to inspiracja do Szuflady będzie ;-).

W domu mamy od początku wiosny mocno dyskutowany temat ryb i wędkarstwa. Syn chodzi i mi opowiada, tłumaczy, co z czym i do czego. Przyswajam mimo woli i nawet nabytą wiedzę wykorzystuję i łapię te rybki (mój nowy pięciometrowy bat na rybki już do mnie jedzie Inpostem...ale wierzę, że dojedzie ;-)) Ogólnie to twierdzę, że jestem najlepszym kompanem na takie wyprawy, bo biorę sobie jakąś robótkę, przycupnę po cichu w krzakach i dłubię.




To jest podobno frywolitkowy karpik, tak orzekła latorośl, a ja nie polemizuję z tym.
Jest kilka łuczków podzielonych, a całość zrobiłam bez odcinania nitek, wzór jest od Nami, minimalnie go zmieniłam.


W międzyczasie trenuję także brick stitch, póki co mam najwięcej koralików toho round, a tu najlepsze były by koraliki cylindryczne czyli najfajniejsze z nich- miyuki, wszystkiego naraz kupić nie mogę, ale powolutku się i takich uzbiera.

Moja kotwica to także zaproszenie dla Was w nowym Otwórz Szufladę.


Cieplutko pozdrawiam :-)