Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 czerwca 2018

Pierwsze mixmedia

Witajcie
Ja dotąd nigdy nie wzięłam się za solidne "pociapanie" i upiększenie rzeczy zbędnej. Owszem zdarzyło się coś zmalować i takie tam, ale mix media nie przecięły mojej ścieżki twórczej.


Tak właściwie to jest to puszka po kawie Ince, z tym, że nieco ścięta, oklejona gazą, pomalowana na czarno, a później udekorowana wszystkim co w domu znalazłam ;-)
Jest pasta strukturalna i masa samoutwardzalna no i lusterka bo to one musiały się tu znaleźć.


A co by pozostać w tonacji kolorystycznej to jeszcze broszka, robiłam już taką, ale tamta jest moja i tylko moja. Tę przygotowałam dla mojej koleżanki Ani :-)

Pozdrawiam wszystkich cieplutko.

czwartek, 31 maja 2018

Co się stało, że mnie tu nie było?

Witajcie.
Półtora miesiąca przerwy, to sporo czasu. Co się stało, że nie piszę?! Wiele rzeczy i chwile zwątpienia, miałam nawet zaniechać prowadzenie bloga, bo w sumie co z tego mam, owszem miło się czyta pochwały, bo to dowartościowuje, ale blog zabiera czas. Mam całkiem sporo problemów, spraw do rozwiązania i codziennych trosk, czasem mnie to przerasta.
Druga sprawa to wszystko przewartościowałam, skończyłam z późnym chodzeniem spać czy wczesnym wstawaniem, bo coś mam zrobić przy komputerze, bo w ogóle coś mam zrobić. Lubię prace ręczne, ale nie będę się zarzynać, żeby zdążyć, albo zrobić coś za kogoś.
Inna kwestia to mój syn miał od Wielkanocy trzy pobyty w szpitalu i ma ścisłą dietę bezglutenową, co ni mniej ni więcej oznacza tyle, że trzeba było mocno zmodyfikować naszą dietę, wielu rzeczy się nauczyć i eksperymentować w kuchni. To nie jest takie pstryknięcie w palce i już wszystko wiesz i umiesz. Czytając o glutenie dotarłam na skraj internetu, a o roli immunoglobulin w organizmie to jakąś magisterkę mogłabym trzasnąc, pół internetu o tym przeczytałam, bo drugie pół od tego czasu dopisali ;-).
I jeszcze jedna rzecz czyli mój ogródek, który wymaga wiele pracy i ciągłego doglądania, w poprzednim roku mocno go zaniedbałam z braku chęci i czasu, lubię tam pracować i doglądać rośliny, cieszą oko.
Jest także wiele innych spraw o których nie chcę tu pisać, ale wiem, że to zrozumiecie.
Chyba tylko dzięki temu, że współtworzę blog DIY i blog Szuflady tu jestem, bo stałe publikacje jakich się tam podjęłam sprawiają, że sumiennie staram się dotrzymać terminów. Ciągną mnie, żebym nie przestawała pisać i tworzyć.
Czasem każdy ma taki moment, że zapatrzy się w okno, popłyną łzy i powie sam do siebie "kurwa mam dość". To był właśnie taki czas...

A teraz coś dla oka czyli kilka moich prac :-)


Tutorial na szydełkowy koszyczek znajdziecie na blogu DIY 

 Tutorial na tę bransoletkę znajdziecie również na blogu DIY


Cieplutko pozdrawiam :-)


środa, 19 kwietnia 2017

Papierowe bonsai

Witajcie

Są projekty, które długo czekają na realizację. Tak właśnie było z tym drzewkiem.


Stare książki z brakującymi, zniszczonymi kartkami dostałam z biblioteki, jeszcze w tamtym roku. Tym samym zapas kwaśnego papieru mam na kilka lat ;-).


Listki wycięłam dziurkaczem ozdobnym.


W otoczeniu kul temari tworzy bardzo japoński klimat.



 A dla mojej szufladowej koleżanki Visell przygotowałam takie oto prezenty w ramach wymianki, jaką zrobiłyśmy między sobą, co jeszcze jej podarowałam i co ja otrzymałam możecie zobaczyć w
Szufladzie 



Serdecznie pozdrawiam wszystkich :-) 


niedziela, 29 stycznia 2017

Muzycznie

Witajcie
Dopadły nas choroby, od ponad dwóch tygodni leżymy w łóżkach, znaczy moje dzieci leżą, bo ja to tak okazjonalnie. Kto jest mamą ten wie, że mamy nie mogą chorować. Prawdę mówiąc to już odczuwam zmęczenie tą sytuacją. Córka skończyła brać antybiotyk i sterydy na jej okropny kaszel. Syn zapewne jutro dostanie od lekarza antybiotyk i wziewy, bo oprócz kaszlu zaczęło go boleć ucho.
Właśnie zaczęliśmy ferie, nie będą raczej wesołe i wyjazd na narty się pewnie nie odbędzie. Dopadła mnie chandra. Urodziny z grypą w łóżku, kolejny rok przybył i kolejne siwe włosy.

Z początkiem miesiąca w Szufladzie rozpoczęliśmy pierwsze w tym roku Wyzwanie. Tym razem jego tematem jest "Muzyka". U Edytki z bloga Świat decoupage kupiłam prawie w ostatniej chwili serwetki, na które już od dawna miałam pomysł.
Wyszedł mi taki oto chustecznik, mój pierwszy jaki kiedykolwiek robiłam.




Pozdrawiam wszystkich serdecznie i z całego serca dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze.


niedziela, 7 sierpnia 2016

W pajęczej sieci

Witajcie
To już pełnia lata, złocą się łany zbóż, wszystko jakby nieco wyblakło, rozjaśniało pod działaniem promieni słońca.
U mnie powstał obrazek inspirowany właśnie tym czasem. Rozbielony, pastelowy.
Kwiatki wyhaftowałam na bawełnianym płótnie. Ramkę już dawno temu ocaliłam przed spaleniem, czekała na swój dzień. Wykonał ją mój tato, była zwykła z surowego, dębowego drewna. Dwie warstwy farby, przecierki i nabrała nowego życia.


Całość oplotłam srebrną nicią, tworząc pajęczynę. Nie mogło więc zabraknąć pajączka, ten powstał z koralików i cienkiego drutu.





Ze spacerów zwykle przynoszę polne kwiaty, zioła i inne skarby znalezione przez dzieciaki. Rośliny często zasuszam  w gazetach i wykorzystuję w moich pracach.


Tak właśnie i tym razem, wniosłam nieco natury do mojego domu.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)


czwartek, 23 czerwca 2016

W malinowym chruśniaku

Witajcie.
 To dziś jest ta najbardziej magiczna noc w roku, noc świętojańska, noc Kupały czyli nasze słowiański walentynki. Na tę okazję przygotowałam lampiony z zasuszonymi kwiatami i liśćmi paproci. Wszystko to na potrzeby szufladowego wyzwania.





Będzie romantycznie ;-). I tu od razu Bolesław Leśmian z jego malinowym chruśniakiem na myśl mi się nasunął ;-). Bo oprócz lampionów zrobiłam jeszcze malutkie malinki. Zostały kolczykami, ale równie dobrze mogą stać się zawieszkami do bransoletki.




 Ulepiłam je z glinki polimerowej. Malutkie są :-)


Malinowe kolczyki zgłaszam na wyzwanie D.I.Y (do it yourself)  "Owoce Lata"


Ale zostając przy zielskach i magii. W moim "malinowym chruśniaku" rośnie wielka kępa macierzanki.
Jest to bardzo aromatyczne ziele o właściwościach leczniczych, działa wykrztuśnie i wspomaga układ trawienny. Właśnie jest w pełnym rozkwicie, czyli czas zielarskich żniw. Macierzanka kojarzy mi się z sielskim klimatem i wianuszkami z którymi chodzę do kościoła w oktawę Bożego Ciała i już wkrótce będę szyć pachnące, macierzankowe zawieszki, które zamierzam rozwiesić w moim domu :-).


Serdecznie wszystkich pozdrawiam :-).



piątek, 13 maja 2016

Owady

Witajcie :-)
Co by nie powiedzieć to maj pracowity nie tylko dla pszczółek jest. Kiedyś tak nie było miałam na wszystko więcej czasu...buuu ;-((

W Szufladzie mamy nowe świetne wyzwanie, tym razem wypalać w drewnie mi się zachciało, bardzo przyjemne zajęcie, szczególnie że praca i obróbka drewna, jego zapach są mi bliskie od najmłodszych lat.




 Na życzenie syna jako ostatni powstał dekor z dużym żukiem :-)))) to żuk gnojarz...co te dzieci w głowach mają to ja nie wiem :-))))

Powstał także brelok do kluczy, oj wypalenie takich kółeczek przyprawiło mnie o niemałe nerwy ;-).
Brelok został kilkakrotnie polakierowany Vidaronem.



Ale to nie wszystko czym ostatnio z ciekawości się zajęłam. Dla mojej córki, albo może właściwiej- pod pretekstem, że to dla córki :-))))) zaopatrzyłam się w glinkę polimerową Cernit i takie oto motyle powstały, a do tego jeszcze kilka koralików.





Że z postami jestem do tyłu to wiadomo nie od dziś. Mam jeszcze do pokazania zaległą, ręcznie malowana bransoletkę w greckie meandry


i zakładkę do książki w egipskie wzory i skarabeuszem z glinki polimerowej.



To tyle na dziś, bardziej na bieżąco jestem na moim facebookowym fanpagu, zapraszam również tam 
:-)

Pozdrawiam wiosennie 


poniedziałek, 22 lutego 2016

Każdy dzień jest specjalną okazją

Witajcie moi kochani. Może pogoda dziś nie najatrakcyjniejsza, ale ja obudziłam się z ogromnym, niczym nie wytłumaczonym entuzjazmem :-).
Blog troszkę opuściłam i wiem o tym, ale nie chcę go pisać na siłę, bo prac mam bardzo wiele których tu nie pokazałam, tylko brak mi w głowie tych kilku słów które chciałabym Wam przekazać.



Z początkiem miesiąca w Szufladzie ogłosiłyśmy wyzwanie "Jezioro Łabędzie". W inspiracjach nie mogło zabraknąć baletnicy. Ja takową uszyłam.
Tiulowa trzywarstwowa spódniczka, atłasowe ubranko,


a we włosach malutkie różyczki zrobione nad świeczką.




W naszej Szufladzie mamy zwyczaj robić sobie prezenty. Czasem robimy je sobie zupełnie spontanicznie, a raz w roku umawiamy się na wymiankę. Piękne rzeczy każda z nas dostała, wszystkie zrobione własnoręcznie i z serducha. Sami zobaczcie tutaj: (klik)Ja przygotowałam paczkę niespodziankę dla Diany. Kiedyś spotkałyśmy się osobiście, co było bardzo miłym doświadczeniem:-).

Wiedząc, że Diana lubi jasne kolory, pastele, ma różany ogród i ma małą córeczkę przygotowałam dla niej takie rzeczy:

-szkatułka

w środku podpisana inicjałami, aby nie było wątpliwości do kogo należy ;-)


-mała skarbonka dla małej damy, również podpisana, aby wiadomo było kto przechowuje tam swoje skarby.

cała w delikatnych spękaniach, a na górze motylek i transfer




-chustecznik, mój pierwszy jaki dotychczas zrobiłam ;-)



i jeszcze inne drobiazgi, zakładka i słodycze.

Ja natomiast otrzymałam piękne uszytki od Doroty. Wszystko niebieskie, takie idealnie dobrane do mojej kuchni :-) Ależ mi radość tym sprawiła.

W paczuszce były poszewki na jaśki, dekoracyjne "łapki", trochę przydasi, słodyczy i wisienka na torcie czyli fartuszek, ale nie taki sobie zwyczajny, tylko prawie jak suknia balowa królewny ;-), bo przecież ja jestem królową w mojej kuchni ;-). Wszystko takie piękne i jedyne w swoim rodzaju.
Właśnie ten fartuszek taką myśl mi podsunął na tytuł tego posta. Bo gdy wzięłam go w dłonie, pomyślałam, że taki piękny, że szkoda go teraz będzie pobrudzić, bo to tyle pracy pochłonęło.
Takie moje i pewnie wielu z Was myślenie, że szkoda zniszczyć, lepiej odłożyć na specjalną okazję. Ale przecież każdy dzień jest specjalną okazją i każdy powinniśmy celebrować jak prawdziwe święto. Nie trzeba najpiękniejszych rzeczy chować do szafy i wyciągać dwa razy w roku.Świąteczny, haftowany obrus może leżeć na stole nie tylko od święta, ale czasem miło jest go położyć i patrzeć na niego, cieszyć oczy i duszę. A w czerwonych, wysokich szpilkach zakładanych tylko na wielkie wyjścia można równie dobrze smażyć naleśniki w swoim małym królestwie...ja tak czasem robię i mam się wtedy świetnie ;-)

Pozdrawiam Was cieplutko w ten wietrzny dzień :-)